Strona Główna

Maybelline Lash Sensational Luscious Mascara

piątek, 30 czerwca 2017



Lash Sensational Lucious marki Maybellnie jest tuszem do rzęs względem, którego mam bardzo mieszane uczucia. Zwykle potrafię wyczarować nim naprawdę spektakularnie wyglądające spojrzenie, ale aby uzyskać taki efekt muszę być bardzo uważna, ponieważ wystarczy chwila i zamiast ładnego wachlarza mogę skończyć z posklejanymi niczym odnóża pająka rzęsami. 
Minusów jest wiele więc żeby było spójnie zacznę może od formuły, bo chyba w niej tkwi największy problem. Jest ona bowiem zbyt mokra, przez co trzeba odczekać dłuższą chwilę żeby mieć pewność, że tusz nie odbije się gdzieś na powiece. Początkowo było to dla mnie irytujące, dlatego postanowiłam, że najlepszym wyjściem będzie jeśli tusz trochę ''poleżakuje'', przez co dam mu szansę dojrzeć i konsystencja stanie się bardziej odpowiednia. Czekałam długo, ponieważ przez pierwsze tygodnie nic się nie działo i maskara wciąż była zbyt mokra. Zmiana zaszła dopiero w około 3 miesiącu od kiedy zaczęłam tusz używać, z jednej strony to bardzo długi okres, ale patrząc na to od strony pozytywnej, lepiej późno niż wcale. Po tym czasie konsystencja nieznacznie zgęstniała, wystarczająco żeby lepiej rozprowadzać się na rzęsach.


Tutaj niestety pojawia się kolejny problem jakim jest szczoteczka, która pomimo iż posiada interesujący kształt za bardzo oblepiona jest samym tuszem. Moim zdaniem w głównej mierze to winą opakowania, które ma zbyt szeroki otwór, przez co w momencie wyjmowania szczoteczki nie zbiera wystarczającej ilości tuszu, dlatego ten w nadmiarze na niej pozostaje. Odrobinę węższy otwór i najprawdopodobniej wszystkie problemy związane z kłopotliwą aplikacją byłyby rozwiązane. Tutaj przy wyjmowaniu szczoteczki nawet czuć, że nie ma tego typowego dla maskar zassania, więc nie ma się co dziwić, że szczoteczka aż ocieka nadmiarem produktu.


Sama szczoteczka ma ciekawie przemyślany kształt, który zwęża się ku końcówce, dzięki czemu łatwo jest manewrować nią w wewnętrznej części oka, tuż przy najkrótszych rzęsach. Nie jest najmniejsza, jednak przy moich małych oczach spokojnie radzę sobie z aplikacją bez obawy, że niechcący podrażnię oko. Silikonowe wypustki są tutaj rozmieszczone w średniej ilości i chociaż początkowo myślałam, że niewystarczająco poradzą sobie z wyczesaniem rzęs, tak ostatecznie okazało się, że szczoteczka zaprojektowana jest bardzo dobrze. Wypustki od szerszej do węższej części mają taką samą wielkość, a dzięki temu że są średnio długie szybko pokrywają wszystkie rzęsy.



Maskarę Lash Sensational Lucious lubię za wyrazisty efekt pięknie wydłużonych rzęs. Jedno przeciągnięcie zapewnia konkretny rezultat, ale żeby go osiągnąć muszę ostrożnie operować szczoteczką, ponieważ nadmiar tuszu znajdujący się na niej w chwilę potrafi rzęsy skleić w jedno brzydkie coś. Przy odrobinie szczęścia można to jakoś naprawić, ale trud jaki trzeba włożyć nie zawsze się opłaca. Z tego powodu moje relacje z tym tuszem są dziwnie złożone. 
Lubię czerń jaką pozostawia na rzęsach. Jest ona intensywna i pokrywa rzęsy od nasady po same końcówki, a te na moich rzęsach są bardzo, bardzo jaśniutkie dlatego też głębia koloru tego tuszu jak najbardziej mi odpowiada. Maskara również spektakularnie wydłuża, tutaj nie mam jakichkolwiek wątpliwości, dodatkowo rzęsy subtelnie podkręca, utrzymując przy tym ich wywinięcie, czego na przykład nie robił tusz the Rocket Volum' Express. W trackie dnia nie rozmazuje się, co jest już powalającym wyczynem, bowiem jest to mój odwieczny problem związany z tuszami do rzęs. Zaobserwowałam także, że po wyczesaniu pozostawia elastyczne, miękkie rzęsy, ale to prawdopodobnie zasługa zawartych olejków, bodajże arganowego i różanego. A ponieważ tusz nie rozmazuje się w trakcie dnia, to jak najbardziej obecność tłustych składników mi nie przeszkadza, ważne że rzęsy nie są sztywne, natomiast sam tusz nie kruszy się. 

Na zdjęciach rzęsy przed i po pociągnięte jedną warstwą tuszu Maybelline Lash Sensational Lucious



7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, ale wersji oryginalnej raczej nie miałam, jednak czytałam że jest od Lash Snsational Lucious dużo, dużo lepsza. I na pewno nie skleja tak rzęs ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Moje rzęsy są teraz w lepszej kondycji niż jeszcze miesiąc temu, więc sam rezultat też jest lepszy. Mieszane odczucia względem tego tuszu niestety nie działają na jego korzyść. Bo chociaż uzyskiwany efekt zwykle mnie satysfakcjonuje, to ryzyko sklejania się rzęs jest wysokie, dlatego do tego tuszu raczej nie powrócę ;)

      Usuń
  3. Efekt fajny. Ja zrezygnowałam z tuszy tej marki bo jakoś nie mam do nich szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przygoda z ich tuszami jest bardzo zawiła. Wypróbowałam wprawdzie tylko kilka, ale nigdy nie mam pewności które okażą się dobre, a które lepiej omijać. W moim przypadku to czysta loteria. Kupuję je zwykle na promocjach, a że tusze testuję sporadycznie to i tak wiele nie tracę ;)

      Usuń
  4. Bardzo lubię ten tusz ;D Obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs